Inicjatywy i aspiracje oraz plany i działanie!

Hej, może na początku się przedstawię. Nakreślę nieco to kim jestem, a potem przedstawię sytuację, w której się znajduję, bo to istotne dla odbioru całości. Może też ktoś jest w podobnej pozycji i moglibyśmy razem coś zdziałać. 

Moje zainteresowania oscylują wokół nowych mediów, dlatego skończyłam studia z tego zakresu i w czerwcu 2019 roku zostałam magistrem Nowych mediów w specjalności Kultury wizualne: fotografia, film, media.

W wakacje udało mi się w końcu spotkać z chłopakiem, który mieszka w Toronto i z którym piszę odkąd założyłam w październiku 2017 roku konto na Instagramie (to istotna internetowa platforma, która sporo zmieniła w moim życiu) i zaczęłam się leczyć po dziesięciu latach na anoreksję. Napisał do mnie poprzez DM na IG, ale szybko przeszliśmy na Whatsapp. Piszę z nim praktycznie codziennie od tamtego czasu. Wysyła mi mnóstwo swoich zdjęć, bo bardzo dużo podróżuje, sporo pracuje. Jest niesamowicie interesującą osobą. Bardzo mi pomaga, wspiera. Ja oczywiście także dzielę się z nim praktycznie wszystkim. Też wysyłam różne zdjęcia ze swojego życia, omawiamy wiele ważnych dla mnie kwestii itd. Planowaliśmy spotkanie już po pierwszym roku internetowej znajomości, ale ja nie czułam się na siłach. Ciągle wmawiałam sobie, że nie jestem gotowa, ale.. w końcu, kiedy w tym roku znów zaproponował spotkanie mówiąc, że będzie w Europie i może wybrać kraj, w którym może się zatrzymać to stwierdziłam: „Jak nie teraz to nigdy!”. Udało nam się spotkać na żywo w tym roku we wrześniu w Polsce, w Krakowie! Było cudownie i jestem pewna, że to powtórzymy. Emocje opadły, ale na fali dobrej passy umówiłam się z inną osobą, którą poznałam przez Internet (nie wiem czy ona sobie życzy żeby podawać jej dokładne dane tutaj teraz dlatego niech pozostanie anonimem) i to był kolejny strzał w dziesiątkę. Tym razem była to osoba płci żeńskiej, związana ze sferą ed, ale nie wokół tego kręciło się nasze spotkanie, co bardzo sobie cenię i jestem jej bardzo wdzięczna. Jeśli to czytasz, dziękuję Ci i ściskam bardzo mocno. Jestem pewna, że znów się spotkamy. W zasadzie to już są takie plany.

Ok, story time za nami, ale chcę zaznaczyć, iż nie w tym kierunku zmierza ten wpis. Podzieliłam się nim dlatego, bo istotnym dla mnie jest zaznaczenie, że kontakt z przeróżnymi ludźmi jest naprawdę bardzo ważny (w procesie wychodzenia z zaburzeń odżywiania szczególnie) i nie da się tego wyprzeć choćby się bardzo chciało. Bardzo mi pomagają takie spotkania, pomimo tego, że najczęściej trudno samemu wyjść z inicjatywą.

Aktualnie mieszkam w Częstochowie i… czuję, że tkwię w marazmie. Bardzo chce coś robić, działać i pomagać. Stąd też mój blog, który traktuje głównie o zaburzeniach odżywiania http://an-arouse.blogspot.com/, ale myślę nad tym aby stał się bardziej psychologiczny, bo zaburzenia odżywiania to dość niszowy temat, a chciałabym rozwinąć tą stronę. Chociaż może to tylko pozory.. bo ed to ogromny temat tabu i najczęściej trudno „na pierwszy rzut oka" rozpoznać ludzi zmagających się z tym problemem. Takie osoby najczęściej się izolują i nie mówią nawet najbliższym o swoim wstydliwym problemie. Chyba, że mówimy o zaawansowanym stadium „gdzie widać chorą na pierwszy rzut oka” i wówczas gdy jest naprawdę źle. Pomimo tego uważam, że można z tego wyjść bez względu na to jak głęboko się w tym siedzi i jak długi ma się staż choroby. Wiem co mówię, bo piszę to z autopsji. Chcę szerzyć świadomość na temat zaburzeń odżywiania i nieść pomoc, wsparcie, zrozumienie, bo wiem jak bardzo tego potrzebowałam (i dalej potrzebuję) przez te wszystkie lata. Muszę przyznać, że co chwilę tak naprawdę waham się jeśli chodzi o aktywne, zaangażowane działanie w tym temacie, bo ciągle mam z tyłu głowy pewnego rodzaju niepewność i obawy czy to na pewno dobrze, że tak mocno i intensywnie ciągle o tym myślę zamiast zacząć skupiać się na.. zdrowszej pasji, pracy? Odciąć się od tego? Tylko to ciągle do mnie wraca! Dlatego czuję, że „coś jest na rzeczy”, że może naprawdę to pewnego rodzaju powołanie, misja, od którego nie ucieknę. Doskonałym na to potwierdzeniem jest mój „wake up call”, który miał miejsce w 2017 roku kiedy zostałam na weekend sama w domu.. Zaraz dojdę do tego wątku w mojej opowieści. Bardzo ważny jest dla mnie fakt, że gdyby ludzie tak nie stygmatyzowali zaburzeń psychicznych to Polska nie byłaby w czołówce państw, których obywatele popełniają samobójstwa.. To ważne żeby nie udawać, że nie ma problemu. 

Udzielam się w social mediach w zakresie ed, sporo komentuje postów dot. zaburzeń odżywiania, na blogach, na YouTube, na fb itd. bo spędziłam (i dalej to robie) ogromną wręcz ilość czasu na zgłębianiu się w temacie ed. Czytam szereg publikacji mniej lub bardzo profesjonalnych - klik wpis na bloga 1 i 2. Oglądam mnóstwo materiałów, kontaktuję się z wieloma osobami, które z tego wyszły - klik wpis na bloga. Pomimo tego czuję, że stoję w miejscu. To działa na mnie destrukcyjnie i czuję jak sprowadza znów autodestrukcyjne myśli. Takie zastoje doprowadzają mnie do stanu, w którym dwa lata temu ledwo uszłam z życiem.. Na moim blogu pisałam o procesie przez który przeszłam, ale napiszę to raz jeszcze po krótce, tylko nakreślając sytuację. Dwa lata temu sama rozpoczęłam prywatne leczenie (na NFZ za niskie BMI) po tym jak przez całe wakacje (w 2017 roku) rodzina mi powtarzała, że widzi, że jest że mną coraz gorzej (choruję od 2007 roku). Prosili żebym się zważyła, poszła do lekarza, bo krótko mówiąc jest bardzo źle. Nie zgadzałam się na to, aż w końcu nadszedł dzień kiedy nie było nikogo w domu. Mama i brat wyjechali. Stwierdziłam, że z ciekawości stanę na ta wagę. Tak po prostu. Po wielu wielu latach unikania wagi. (Tak naprawdę robiłam to wtedy kiedy musiałam np. na bilansie w szkole albo wiadomo wcześniej podczas hospitalizacji w gimnazjum, która podczas trzeciego pobytu trwała 7 miesięcy). Wtedy się przeraziłam kiedy zobaczyłam, że moja waga to taka „z dwójką z przodu”. Początkowo stwierdziłam, że na pewno mi się waga zepsuła.. Dlatego kiedy powiedziałam o tym Mamie i bratu to poszłam do przychodni, którą mam 5 minut drogi od domu. Zważyła mnie zaprzyjaźniona pielęgniarka i była w szoku kiedy zobaczyła tą liczbę, ale powiedziała, że dam sobie rade, że zna dziewczyny, które się leczyły oraz że z tego się wychodzi itp.. ale oczywiście ja i Mama byłyśmy przerażone. Na szczęście znała prywatnie bardzo dobra psychodietetyczkę, która mi niesamowicie pomogła! Chodziłam do niej przez pół roku, ale tak jak wspomniałam koszty mnie przerosły plus.. jej wymagania tak naprawdę. Złożyły się też na to bardzo bolesne słowa, (ale prawdziwe, nie mam żalu, bo zawsze ceniłam i cenię sobie nawet najboleśniejszą prawdę). Tęsknię za nią, ale ona chciała nieustannego progresu. Nie tylko na wadze.. ale oczywiście wymagała ode mnie żebym doszła do normalnej wagi jak najszybciej, a ja się zatrzymałam po pół roku uczęszczania do niej na „nieagonalnej wadze przytrzymującej mnie przy życiu” tzn. takiej, która nie sprawi, że „zaraz zemdleje, przewrócę się, umrę”, ale wiadomo, leczenie anoreksji polega na regularnym przybieraniu aż do momentu uzyskania zdrowego BMI. Pokłóciłam się z nią trochę.. ale nie tylko przez wagę. Dużo by opowiadać. Poza tym to nie miejsce żeby się aż tak rozdrabniać, wdawać w szczegóły. Bardzo za nią tęsknię tak swoją drogą i często myślę. W końcu widywałam się z nią dwa razy w tygodniu po około godzinie, dwie godziny. Przez pół roku. Zżyłyśmy się. Nawiązałyśmy więź i bardzo ważną dla mnie relację. Sporo rozmawiałyśmy i czułam wręcz, że jest to moja bratnia dusza, ale pomimo tego utrzymywałyśmy dystans i ciągle byłyśmy na per Pani. Psychoterapeutkę także miałam.. w porządku, ale równolegle z nią również przerwałam terapię.. Sednem mojej opowieści jest wezwanie do działania! Stagnacja zniewala, a ja nie chcę marnować sobie życia tkwiąc w bezruchu i nie stawiać konkretnych kroków w jakimkolwiek kierunku. Ktoś z Was jest może w podobnym położeniu? A jeśli nie to może wyszliście z takiego paraliżu życiowego i moglibyście coś.. poradzić? Chociaż wiem, że nazwisko powinno zobowiązywać, co? Tak też po trosze jest! W końcu wychodzę z inicjatywą, co? :)

Komentarze